Na czas pandemii

Na czas pandemii będę co jakiś czas publikował krótkie teksy na różne tematy.

Wspierając Edytę Górniak.

Edyta Górniak powiedziała: "Rok absurdów, manipulacji i rozpadu wszystkiego co znaliśmy. Rok utraty zdrowia i rok utraty Duszy". 

 

 

W przez kilka lat po przemianach myśliciele polscy mówili, że potrzeba jeszcze dwóch, trzech pokoleń, aby naród całą duszą odwrócił się od poglądów lewicowych, wszczepionych nam przez kilka pokoleń komunizmu. Dzisiaj widzimy, że jest odwrotnie, naród jeszcze bardziej przyjął poglądy lewicowe.

Nigdy nie myślałem, że będę popierał Edytę Górniak. To co dzieje się wokół jej osoby jest doskonałą okazją do refleksji nad stanem naszego społeczeństwa. Jest oficjalnie krytykowana za wypowiedź, której nie było. Zmanipulowano jej długą wypowiedź i podano iż nie wierzy w obecny stan epidemii. Aby ją zniesławić, przypomina się jej nieukończenie szkoły średniej, a więc brak wykształcenia, czyli kompetencji i kontynując – niezdolność do samodzielnego i słusznego myślenia. Powiedziała podobno iż w szpitalach „leżą statyści”. Powtarzają to nawet profesorowie, a tymczasem trzeba zacząć od tego, że jej wypowiedzi – jako celebrytki – nie zgadzają się z poglądami lewicowych aktywistów, a ona gorszy się ich zachowaniem publicznym, a szczególnie poglądami. „Rok utraty duszy” – to najgorsze stwierdzenie dla współczesnych komunistów, którzy nazywają się obrońcami demokracji, praw kobiet, zwierząt, dawnych służb specjalnych służących podobno dobru społeczeństwa.

 

Zacznijmy od przypomnienia na temat każdego społeczeństwa, które dzieli się na margines (który stanowi od 8-12%, najliczniejsze centrum i na elity społeczne (ok. 5%). Marginesem są przestępcy, anarchiści, nieudacznicy, ludzie obarczeni nałogami, którzy z tego powodu nie kierują się rozsądkiem, a przynajmniej rozumem, lecz swoimi pragnieniami lub pożądliwościami, słowem niskimi pobudkami. Są oni więc podatni na pokusy posiadania władzy, bezkarności, życia z przestępstwa, życia za posłuszne wykonywanie poleceń-rozkazów. W XX w. na ich usługach zbudowali swoją potęgę komuniści, a później faszyści. Margines był fundamentem służb specjalnych, terroru. Podkreślam, socjologowie historii uważają, że co dziesiąty człowiek (wliczając kobiety) należy do szeroko pojętego marginesu społecznego.

 

Każdy człowiek musi mieć tego świadomość. Narody uzyskują sukces, gdy potrafią tak wychować swoich obywateli, aby margines był jak najmniej liczny, aby był izolowany. Ale wszystkie systemy wykorzystują różne grupy marginesu do celów specjalnych: w wojnach, sporcie, mediach, nawet w sztuce itd.

Na tym marginesie w dużej mierze był oparty system PRL-u. Powoływano ludzi ambitnych, ale nie wykształconych (dyplomowanych na uczelniach komunistycznych), ale bez korzeni i kręgosłupa moralnego. 

 

W latach 90. niektórym idealistom wydawało się, że lewica polska jest zdolna do refleksji, uznania swoich błędów, zmiany swoich interesów na patriotyczne tak jak np. było z Józefem Piłsudzkim, który z socjalisty związanego z interesem robotników stał się patriotą narodowym. Gruba kreska była tym uzasadniana, że z jednej strony ratuje naród przed wojną domową, a z drugiej daje lewicy szansę na narodowe „nawrócenie”. Ona tymczasem do 1997 r. skutecznie udawała iż taki proces się toczy. W kościołach jej czołowi przedstawiciele siadali w pierwszych ławkach, zapraszali duchownych na poświęcenia różnych obiektów, nawet najbardziej świeckich, a jednocześnie w tym czasie dawna nomenklatura uwłaszczyła się okradając po raz któryś naród. Przykładowo za reformy ministra Wiesława Kaczmarka z 506 dobrych zakładów produkcyjnych, aż 500 przejęły „dzieci resortowe” – młodzi socjaliści. Mając tak duże źródła finansowania, w tym dwie wielkie stacje telewizyjne, mogli rozpocząć walkę o „duszę narodu”, czyli o wartości, którym będą się poświęcali Polacy, zaczynając od zniechęcenia ich do patriotyzmu, do polityki, jako miłości ojczyzny, do chrześcijaństwa i Kościoła katolickiego.

 

Realne i symboliczne zwycięstwo ducha solidarności nastąpiło dopiero wtedy, gdy premierem został Mateusz Morawiecki, syn Kornela, który przewodził „Solidarności walczącej”. Tyko ona bowiem nie godziła się żadną współpracę z czerwonymi lub różowymi komunistami, słusznie uznając, że nie jest możliwa, bo skończy się dalszym łamaniem chrześcijańskiego ducha narodu i w konsekwencji ograniczeniem niepodległości na rzecz lewicowych instytucji międzynarodowych.

 

Na drugiej stronie społeczeństw są elity gotowe do poświęceń i pracy dla dobra narodu. Te elity w historii Polski kurczyły się nieraz do garstki, jak na przykład w czasie wybuchu Powstania Listopadowego. Gdy już je wywołało ok. 200 szwoleżerów pod wodzą podporucznika, naród musiał się opowiedzieć, czy staje po stronie powstania, czy za Rosją. Narody zawsze mają tylko perspektywę za lub przeciw. Nie ma postaw obojętnych, lub uciekanie w wygodne „nie mam zdania”. Postawa nie angażowania się jest opuszczeniem narodu w potrzebie. Każdy brak dobrego wyboru jest brakiem jednej „szabli” w szeregach patriotycznych. Czyli jest zdradą.

 

Między tymi skrajnymi opcjami toczy się walka o centrum, o „duszę narodu”, o większość potrzebną w demokracji, aby rządzić, czyli realizować poglądy elity lub marginesu. Centroprawicowość lub centrolewicowość jest kompromisem ze złem lub z dobrem, aby posiąść władzę w czasie wyborów i ewentualnie po nich przeciągnąć naród na swoją stronę. 

 

Dzisiaj widzimy jak co roku pojawiają się nowe próby zawładnięcia „duszą narodu”, czyli wielomilionowym centrum o kulturze i poglądach chrześcijańskich. Z wyników wyborów parlamentarnych wynika, że społeczeństwo jest już podzielone miej więcej na połowę między te opcje, czyli że lewica od przemian demokratycznych zdobyła większe wpływy niż miała w czasie komunizmu. Wtedy służyło jej ok. 3 mln osób, które ją chroniły i zmuszały resztę narodu do posłuszeństwa, a dziś ponad kilkanaście milionów wybiera lewicę w wolnych wyborach. Jeszcze 10 lat wstecz chodziło jej o resztki uwłaszczenia i żerowanie na narodzie przez kradzieże, oszustwa i przekręty podatkowe.

 

Dziś 90 % społeczeństwa deklaruje iż jest wierzące, ale aby podkreślić swoją nowoczesność i lewicowość, 50 % dodaje iż jest niepraktykujące. Dobitny jest tu przykład Rafała Trzaskowskiego, który tak się wypowiadał, aby pozyskać jak najwięcej wyborców.  

 

Lewica 2020 r. ruszyła po młodzież, która nie zna już św. Jana Pawła II, nie rozumie na czym polegały okropności komunizmu, nie doznała radosnej „wiosny solidarności” i przewrotności stanu wojennego. Która nie musi walczyć z tym przeciwnościami i dlatego szuka jakiegoś zła, z którym mogła by walczyć, słowem szuka w co mogła by się zaangażować. Jej potrzeba aktywności i działania została „zagospodarowania”. Jak to się stało jest to inny temat.

E. Górniak ubolewa nad tym, iż dzieje się nagle tak wiele zła na różnych płaszczyznach, a jeszcze kilkanaście lat wstecz można było sądzić, że naród nasz jest mądry, wyedukowany, odporny na manipulacje i propagandę lewicową, patriotycznie nastawiony, chętny do walki i poświęcenia dla swojego dobra.

 

Aby siebie lepiej zrozumieć winniśmy patrzeć na wydarzenia na Białorusi. 

Gdy dziwimy się, że aż tylu funkcjonariuszy popiera Łukaszenkę, możemy sobie wytłumaczyć powodzenie stanu wojennego w Polsce. Margines przeciągnął różnymi sposobami na swoja stronę znaczną część społeczeństwa, tak dużą, że była w stanie zniewolić tych, który choć mieli rację i byli liczniejsi, nie byli w stanie walczyć w obronie ojczyzny i narodu. Popierający Jaruzelskiego i Kiszczaka byli lepiej zorganizowani i zdeterminowani. Walczyli w interesie własnym, w interesie marginesu. W 1980 r. NSZZ Solidarność zrzeszał 11,5 mln członków, a w końcu 1981 r. margines ich zastraszył i sprawował władzę do 1990 r., a nawet z przerwami do 2015 r. 

 

Wypowiedź E. Górniak jest pretekstem do przypomnienia proroctwa Zachariasza, który przestrzega naród izraelski, że za jego wiarołomstwa, odstąpienie od tradycji, Bóg pozwoli, aby wybrał sobie rządy królów, którzy sprowadzą na Izraelitów nieszczęścia i go unicestwią. Nie Bóg ześle karę, ale sprowadzą ją na naród źli królowie.

 

Co się stało?

Polacy ostatnio dali się podzielić głupio, bo ich podstawą są sprawy nieważne, trzeciorzędne. Dlaczego nigdzie nie uczy się sztuki rozmawiania, czyli słuchania lub czytania ze zrozumieniem i ważenia racji. Nie jest argumentem to, że „ukończyła tylko 3 klasy”, że brak jej wykształcenia, kompetencji, że wyprowadziła się w góry.

 

Najłatwiej jest odrzucać i protestować przeciwko wartościom i autorytetom. Najłatwiej jest wzniecić rewolucję moralną, współpracować ze złem.

Budowanie dobra, piękna, by dokonywać nowych odkryć i ulepszać świat jest trudniejsze. Na to potrzeba poświęcenia, szaleństwa pracy i samozaparcia, aż do zatracenia się. Potrzebne są też warunki zewnętrzne. O tym mówi E. Górniak. Właściwie wszystko zależy od tego jakie wybierzemy sobie rządy. Służalczość reklamowana przez lewicę zawsze prowadziła do poddaństwa. Zdrajców nikt nie ceni, są wykorzystywani i porzucani. Historia uczy, że kto zdradził raz (co zrobił już kilka razy polski margines), będzie to robił nadal, przy okazji, tylko dla własnej korzyści. Lewica nie nawróciła się, odwrotnie działa skutecznie dotykając „duszy narodu”.

 

Dziękujmy tym, którzy myślą samodzielnie. Ja dziękuje Pani Edycie za odwagę.

Do posłów i rodziców

 

Prawica sprawująca władzę od 5 lat dała się tym razem sprowokować przez środowiska dążące do destabilizacji państwa, aby w ten sposób poprawić swoje notowania. Grupa ok. 100 posłów prawicy, a następnie Trybunał Konstytucyjny podjął się rozpatrzenia sprawy z pogranicza prawa i moralności. Są to dwie rzeczywistości, które mogą odnosić swoje działania do tej samej rzeczywistości, ale prawo stoi na straży sprawiedliwości, a moralność cnoty. Mogą współdziałać tyko pod pewnymi warunkami.

 

Prawo, a szczególnie, prawo karne nie może prowadzić do regulowania cnotliwego życia. Inaczej mówiąc władza nie może nakazać skutecznie cnotliwego życia. Więcej żadna instytucja nie może tego zrobić, nawet Kościół. Pan Jezus w Palestynie nikogo nie zmuszał do przyjmowania Ewangelii. Szedł drogą krzyżową i cierpieniem przekonywał o swojej miłości do ludzi. Nie stawiał żadnych wymagań jawnogrzesznicy i trędowatym, którzy nie przyszli mu podziękować za uzdrowienie. Chrystus jest miłosierny, nie cofa swojej miłości wobec narodu, który go odrzuca i skazuje na śmierć okrutną. Ostatecznie wybaczy również dzieciobójcom i tym którzy na tym procederze się bogacą. Wysyła jednak swoich wyznawców, kapłanów i świeckich jako świadków swojego miłosierdzia. 

 

Oni są powołani do głoszenia Ewangelii światu w rodzinach, szkołach, środkach masowego przekazu, słowem w całej kulturze i ludzkiej działalności. Natomiast z tego, że są ludźmi są zobowiązani do zachowywania prawa naturalnego: nie zabijaj drugiego człowieka. Wszyscy się na to zgadzają, ale czasami dodają, że społeczeństwo musi się bronić przed zbrodniarzami lub nie dopuszczać do urodzenia dzieci, które mogą być bardziej lub mniej chore. 

 

Zbrodnię często się analizuje, a później usprawiedliwia, a co z niewinnym dzieckiem? Jemu, z powodu braku wiedzy medycznej, przypisuje się w początkach rozwoju pod sercem matki brak świadomości i więzi społecznej z innymi osobami. Zapominamy też, że potrafimy badać tylko psychikę człowieka, a nie mamy metod poznawania duszy duchowej. To, że nie pamiętamy swoich przeżyć z wczesnego dzieciństwa, nie świadczy o tym, że wtedy nie cierpieliśmy lub nie miłowaliśmy mamy.

 

Nieszczęściem jest to, że ludzkość nie wypracowała jeszcze ostatecznie swojego stanowiska na temat ludzkiego życia. Zmienia swoje zdanie stosownie do wymagań chwili lub presji różnych ideologii i grup społecznych. Gdy pojawił się w przeszłości wielki przyrost naturalny, zamiast młodzież edukować, zaproponowano jej aborcję. Tak było m. in. w Polsce po II wojnie światowej. Promowano rodzinom model 2+1, aby rozwiązać problemy braku mieszkań i wszelkich środków do funkcjonowania zdrowej rodziny. W kraju katolickim, w Polsce, naród, który upatrywał swój ratunek w zachowaniu Ewangelii stopniowo przyjmowało się przyzwolenie na aborcję na żądanie. Więcej służba zdrowia wykształcona na uczelniach w duchu etyki socjalistycznej sama proponowała aborcję, a z czasem ją narzucała. Powszechne było sugerowanie: „Chyba nie chce pani tego dziecka urodzić”! 

 

Ta mentalność została przezwyciężona pobieżnie. W dobrym tonie było wypowiadać się w końcu XX w. za życiem, ale jeszcze nie bezwarunkowo. Kompromis wypracowany przez dotychczasowe prawodawstwo polskie zaspakajał podstawowe prawa dziecka, ale stawia pewne warunki co do jego zdrowia i prawego poczęcia.

 

Dawniej wszystkie dzieci urodzone przed zawarciem małżeństwa, były bękartami – pozbawionymi pełni praw społecznych, np. nie mogły dziedziczyć majątku, uczyć się na uniwersytetach lub nawet w cechach. Stopień zmian wskazuje na konieczność podejmowania prób poprawienia tego stanu. Jednak zależy on od moralności społeczeństwa. Prawo nie może wymagać czegoś co nie jest akceptowalne przez większość społeczeństwa. Dalej, nie można też wymagać heroicznego stosowania go przez znaczną część społeczeństwa. 

 

Nie wystarczy, aby było ono słuszne samo w sobie, ale musi być uznawane za słuszne przez większość. Demokratyczne państwo prawa polega na przekonaniu większości społeczeństwa do słusznego prawa. Zanim rozpoczyna się proces zmian prawnych, należy pouczyć i przekonać, odwołując się do rozumu obywateli, przedstawiając im prawdę na dany temat, aby ją zechcieli przyjąć jako własną normę postępowania. Wtedy przekroczenie jej może być skutecznie ścigane bo będzie przekraczane tylko przez margines społeczny.

 

Tak było w Rzeczpospolitej szlacheckiej. Na sejmach starano się przekonać opozycję, aby przyjęła słuszne argumenty większości i jednomyślnie przekonana wracała do swoich okręgów wyborczych i tam przekazała w terenie ustalenia sejmu generalnego. Debaty ze zgromadzenia plenarnego przenosiły się do gospód i były publikowane w politycznej prasie ulotnej, aż przyniosły skutek. Im bardziej powszechne było poparcie, tym lepszy efekt stanowionego prawa i siła państwa. Efektem była zgoda na podatki lub wojnę, a za zdradę uznawano wszelkie działania przeciwne. 

 

Wspominam dawne czasy, bo wywołanie zgody na pewne postawy jest warunkiem powodzenia prawa, nie stopień zagrożenia karą. Ona jest konieczna tylko wobec marginesu społecznego, który nie chce przyjmować racji rozumowych i postępuje lekkomyślnie lub złośliwie. Przymus fizyczny jest skuteczny, gdy skazaniec nie ma poparcia społecznego, bo występuje przeciwko powszechnemu przekonaniu, przysłowiowej opinii publicznej.

 

W obecnej sytuacji jest jednak inaczej. Niespodziewanie okazało się, że znaczna część naszej młodzieży bardziej ceni sobie egoistyczny tryb życia. Za dobre i moralnie uważa to co przyjemne, a odrzuca wartości. Nie tylko wartość życia, ale również i patriotyzm, bo narażanie własnego narodu na pandemię jest więcej niż lekkomyślnością. To jest nie liczenie się z losem krewnych, a nawet całego narodu. Pochody będą kosztowały naród dziesiątki miliardów złotych, które trzeba będzie wydać na służbę zdrowia i ratowanie gospodarki. Ta młodzież zaciąga kredyt i powiększa deficyt budżetu. Dlaczego tak mało się o tym mówi? Za protesty trzeba będzie zapłacić!

 

Nie można powiedzieć, że młodzież jest wierząca, ale odrzuca tylko 5 przykazanie „nie zabijaj”, bo przymierze zawarte z Bogiem na chrzcie św. i w czasie bierzmowania zawierało warunek przestrzegania dziesięciorga przykazań. Ono jest również podstawą cywilizacji śródziemnomorskiej, w której dba się nawet o standard odbywania kary w więzieniach, aby zbytnio nie dręczyć i zachować godność ludzką skazańca. Więcej, ta sama młodzież przed miesiącami walczyła o prawa zwierząt do godnego życia! 

 

Dlaczego więc nie jest konsekwentna? Bo z moralności tradycyjnej wyłuskano element zawierający etykę seksualną. Seks przedstawiono jako najważniejszy element życia człowieka, który trzeba używać bez ograniczeń i konsekwencji wspomagając się środkami antykoncepcyjnymi. Ale te mają skutki uboczne, m. in. choroby dziecka przed i po urodzeniu.

 

Zawsze byli ludzie żyjący niemoralnie, ale się z tym kryli. Brak uczciwego życia był potępiany. Niespodziewanie dokonała się zmiana kulturowa, która ujawniała swoją siłę w ideologii LGBT i w obecnych strajkach. 

 

Wszyscy mówią, że człowiek ma prawo do wolności poglądów, ale dlaczego nie zauważa się, że nie wypada, aby wykształceni ludzie mieli błędne poglądy na życie. Dalej należy zapytać dlaczego oni w tym błędzie zaciekle tkwią. Nawet walczą o jego upowszechnianie przez poświęcony czas i przekazywane pieniądze. A co będzie za kilkanaście lat, gdy ta młodzież dorośnie i będzie miała wyrzuty sumienia lub zmarnowane życie pragnąc macierzyństwa? 

 

Piszę to by podkreślić, że nasz system wychowania w rodzinie, szkole i Kościele domaga się dostosowania do powstałego problemu. Fundamentem. Jest współdziałanie tych instytucji. Szczególne ważne jest również uświadomienie obecnej służby zdrowia o tym, jak ważne są jej wypowiedzi kształtujące mentalność młodzieży. A później jak dużo zależy od uczciwego i kompetentnego informowania o ciąży, o zdrowiu i życiu dziecka nienarodzonego. 

Rodzice pozwalający na stwierdzenie dziecka, że „wszyscy dzisiaj tak żyją, wy jesteście zacofani” winni wiedzieć, co uznają ich dzieci za lepsze. Jak chcą w przyszłości żyć? Wskazanie właściwych celów, a następnie przyjęcie ich przez młodzież za swoje jest istotą wychowania i będzie fundamentu sukcesu III Rzeczpospolitej i Kościoła w Polsce oraz spokojnej starości dla rodziców. 

 

Prawo nie zastąpi wychowania młodzieży i całego narodu.

 

W odpowiedzi na najnowsze rewelacje...

 

Kościół nie jest organizacją ludzi sprawiedliwych, uczciwych, proroków i świętych, którzy wyrządzają tylko dobro, wszystkim wybaczają, wspierają i poświęcają się aż do męczeństwa. Inaczej, Kościół nie jest instytucją ofiar, które składają ateiści na ołtarzu nowoczesności. Ta „nowoczesność” i „postęp” są nową religią, która jest co kilkadziesiąt lat od nowa podejmowana, propagowana, ale która po kompromitujących nieszczęściach przynoszonych ludzkości, upada. Zdumiewające jest to, że odradza się ona jak Feniks z popiołów w prawie każdym nowy pokoleniu. To sugeruje, że jej powodzenie związane jest z poszukiwaniami nowego pokolenia, która szuka czegoś „nowego”, bo stare okazało się nie doskonałe. Ci młodzi ludzie zapewne za 20-30 lat okażą się znów niedoskonali dla następnego pokolenia.

 

Zawsze po pierwszych osiągnięciach ateizmu pojawiali się apostołowie w Kościele, którzy go ratowali i przywracali godne miejsce w cywilizacji. Często ludzkość płaciła za to wielkimi ofiarami, na wojnach lub ruchach społecznych, czy ideologiach. Starsi znają je z najnowszej historii Europy, Ameryki i Azji. Polaków dotknęły te pokusy w XVI i XVII wieku w ruchu arian polskich.

 

Dziś jeszcze nie objawiają się godni apostołowie Kościoła katolickiego w Polsce – może to zemsta komuny – która mając duże możliwości w obsadzeniu eksponowanych stanowisk w Kościele, wpływała skutecznie na umieszczenie tam ludzi „małych” duchem i sprawiedliwością. To jest głównie organizacyjna słabość Kościoła, ale równie ważny jest brak refleksji nad istotą Kościoła. Jego misja, nauczanie i świadectwo nie opiera się na sprawiedliwości hierarchii  – duchownych i zakonników – ale na Bożym miłosierdziu. Kościół powołany jest po to, aby wzywano Imię Boże w naszym narodzie i zginano kolana przed ołtarzami, na których sprawowane są sakramenty – środki do zbawienia. Słowem, aby Polacy pragnęli się zbawić w swoim codziennym, szarym lub kolorowym życiu.

 

Gdy rozpoczęła się nagonka na dobre imię ks. Henryka Jankowskiego, próbowałem bronić jego dobrego imienia. Bezskutecznie, a gdy obalono jego pomnik, przekonałem się, że nie chodzi o prawdę o jego moralności, ale to, aby pomnik kapłana nie był eksponowany w mieście. Dziś można powiedzieć, że chodzi o więcej, o walkę z ideą solidarności społecznej opartej na katolickiej nauce społecznej. Dalej przypuszczam, że było to działanie przeprowadzone dla zdobycia doświadczeń i analizy reakcji środowiska na te prowokacje. 

 

Pomnik księdzu postawiono nie za to, że nie popełnił w życiu grzechu, ale za jego działalność patriotyczną, charytatywną i społeczną. Był osobą potrzebną przemianom w Polsce. Nie wiadomo, czy mógł go ktoś zastąpić. A co by było, gdyby nie działał. Może robotnicy wyszli by na ulice i rozpoczęłyby się rozruchy społeczne? Nie było wtedy lepszych proroków przewidujących przyszłość i systematycznie, skutecznie działających na rzecz dobra społeczeństwa. Popełniał błędy, jak każdy polityk i społecznik, jak każdy Polak. 

 

Rozpoczęła się nagonka na hierarchów Kościoła. Zapewne popełniali oni błędy. Niektórzy byli agentami służby bezpieczeństwa PRL-u i dlatego ich niemoralność winna być przypisywana komunistom, a nie Kościołowi. Przecież wstępowali do seminariów na polecenie bezpieki i awansowali dzięki jej działaniom i wpływom. Gimnazjaliści mieli profile psychologiczne opracowane przez ich kolegów, nauczycieli, czasami nawet nieświadomych rodziców. Wybierano ludzi ambitnych, a słabych moralnie i intelektualnie, aby umieścić ich na wysokich szczeblach. Czasami byli dziesiątki lat „uśpionymi” agentami, po to by choć raz w życiu odwdzięczyć się swoim mocodawcom. Komuniści walcząc z Kościołem doskonale zrozumieli jego strukturę hierarchiczną i umieli wykorzystać jego procedury. Te sprawy są bardzo dobrze ukryte w archiwach. Jednak starsi mają własne doświadczenia z komunistami w Polsce i z tego powodu winni przyjmować ze zrozumieniem oskarżenia o niemoralność hierarchów w Kościele katolickim. 

 

Jest jeszcze jedna najważniejsza sprawa. Atak na św. Jana Pawła II nie jest wymierzony tylko w to, czy wiedział, czy nie wiedział o nadużyciach, ale o to, czy zostanie odrzucone przy tej okazji lub z tego powodu, jego nauczanie: „Nie lękajcie się Chrystusa”, nie obawiajcie się Kościoła. Duchowieństwo nie głosi swej nauki, lecz Ewangelię Jezusa Chrystusa, choćby było grzeszne. Bez sakramentów, bez świątyń, bez wspólnot diecezjalnych i parafialnych oraz zakonnych, bez funduszy na dzieła miłosierdzia i edukację, misje - nie będzie można prowadzić ludzkości do zbawienia.

 

Hierarchia i czynny laikat broni w tej chwili fundamentów naszej cywilizacji. Następcy filozofów, dyktatorów, szarlatanów próbują przejąć jakąś część społeczeństwa pod swoją kontrolę. Warto zauważyć, że za samo „gadanie” można nieźle zarobić i uzyskać stanowisko oraz poparcie tłumów młodzieży jeśli się nią zmanipuluje sugetywnie przedstawiając problemy.

 

Piszę to, aby chronić przed upadkiem nawet najmniejsze wspólnoty, nawet rodzinne. Trzeba sięgać do własnego doświadczenia, aby młodych przekonywać do chrześcijańskich wartości, do solidarności społecznej naszego narodu w poszukiwaniu dobra i doskonałości.

 

Analogicznie, czy świat, czy Polska ma się odwrócić od matematyki, bo profesorowie przy okazji jej nauczania molestowali studentów i studentki?

Jeszcze inne spojrzenie…

 

Tematy do dyskusji, podziwu i potępienia, co pewien czas są odpowiednio dobierane. Jedne z nich szybo upadają, bo nie znajdują zainteresowania, a inne, gdy tabloidy odnotują zainteresowanie, są stopniowo roztrząsane, aż do pojawienia się następnego. Sadzę, że tak jest z atakami na ludzi Kościoła i cały Kościół, a nawet na zasady wiary.

Pytanie jest dlaczego atak skierowany jest na św. Jana Pawła II, bo ostatecznie o niego chodzi w rewelacjach o pedofilii i kard. Stanisławie Dziwiszu. Przecież można by wybrać lepsze zarzuty, bo było i jest więcej grzechu w Kościele, zaniedbań i nieszczęść, z którymi nie poradził sobie Jan Paweł II. Zostało zamordowanych wielu misjonarzy, były dewastowane świątynie, zdarzały się kradzieże majątku kościelnego, uwikłania księży w nielegalną działalność mafijno-gospodarczą. Na naszym gdańskim podwórku była afera „Stalla Maris”. Delikatnie podejmowana przez środki masowego przekazu. Zakończył się proces, ludzie zostali ukarani, fundusze zostały zwrócone, nastąpiła jakaś rekompensata. A przecież tą aferą można by obciążyć również Jana Pawła II i kard. S. Dziwisza, bo to za ich pontyfikatów wszystko się działo 

Przez wieki ludzie Kościoła lokowali kapitał w różnych dobrach. Nie zawsze szczęśliwie i nie zawsze uczciwie, proporcjonalnie do kondycji społeczeństwa, w którym zawsze jest margines. Bywa również, że ktoś jest najpierw uczciwy, a potem ulega pokusie i popełnia grzech. Bywa również i odwrotnie, zły się nawraca, poprawia i rekompensuje wyrządzone krzywdy. W otoczeniu Pana Jezusa był celnik, który po nawrócenie deklarował, że wszystkie nadużycia naprawi w czwórnasób i Judasz, który sprzedał Chrystusa za srebrniki. Czy z powodu tego, że do grona Apostołów należał Judasz, należy odrzucać całe grono stanowiące fundament Kościoła. Chrystus Judasza nie usunął z grona apostolskiego, on sam starał się ukarać przez samobójstwo.

 

Pamiętam jak do ks. H. Jankowskiego przychodziły tłumy po wsparcie. Prawie wszyscy odchodzili zadowoleni, ale kiedyś przyszedł mężczyzna, którego odesłano bez pomocy. Doszedł do bramy dziedzińca kościelnego i zaczął wyzywać na księdza, wtedy pies utrzymywany dla bezpieczeństwa na plebanii, rzucił się na niego i go przewrócił. Nieco zakrwawiony został opatrzony na plebanii, ale nie otrzymał już pomocy, nikt o tym nie pomyślał. Sądzę, że gdyby teraz rozpoczęła się nagonka na księdza, za to, że nie pomagał dawniej wszystkim proszącym, ten człowiek mógłby się zgłosić i opowiadać swoją historię z komentarzem jaki „zły i pazerny” był ks. Jankowski. 

 

Podobnie można by zarzucić św. Janowi Pawłowi, że jeździł limuzynami, a papież Franciszek teraz jeździ zwykłym osobowym samochodem. Jan Paweł II mieszkał w pałacu apostolskim, a Franciszek w klasztorze. Tamten jeździł na nartach, a ten jest schorowany, itd. Wszystko zależy od kierunku uderzenia na Kościół, od wybranego tematu. Może ich być bardzo wiele, będą zależały od okoliczności społecznych. W Bibliiznajdziemy stwierdzenia: „Boga nie ma”, ale są wyrwane z kontekstu.

 

Dziś tematem najważniejszym dla świata jest pedofilia, ale tylko w Kościele. Zauważmy, jak nagle pojawiły się informacje o „Zatoce Sztuki” w Sopocie i szybko zamilkły na ten temat. Tymczasem w środkach masowego przekazu, a o nadużyciach seksualnych (jak każdych innych) systematycznie, cyklicznie pojawiają się nowe informacje z przygotowanymi komentarzami ciągle tych samych ludzi wypowiadających się po myśli przeciwników Kościoła.  

Ponieważ święty coś wiedział o nadużyciach, choćby dlatego, że zawsze byli ludzie grzeszni w Kościele, dlatego już zgłaszają się organizacje lewackie, które domagają się usunięcia pomników Jana Pawła II. Dlaczego te organizacje nie podejmują się obrony chrześcijan w wielu krajach, bo giną setki tysiące niewinnych ludzi, czasami w okrutny sposób, np. przez ścięcie głowy lub są materialnie i psychicznie dyskryminowani? Jak wielką traumę wywołuje śmierć setek tysięcy mordowanych, albo bezdomność i śmierć z zimna lub głodu! Trudno jest porównać wielkość grzechu lub winy, ale przesada jest tutaj oczywista. Temat okazał się nośny, więc się go wykorzystuje do granic przyzwoitości. 

 

Choć niej jestem dokładnym obserwatorem tego procederu, ale dostrzegam, że jest to proces narastający, aż jak mówią „do oczyszczenia się Kościoła”. Co to znaczy? Aż Kościół zlustruje swoje kadry, czy gdy upadnie autorytet św. Jana Pała II , czy aż wtedy, gdy będzie cenzurował swoje nauczanie? Czy może dopiero, gdy sam się ograniczy, swoją misję zamknie do zakrystii, do „moherowych beretów” i przestanie prowadzić ludzi do zbawienia?

 

 

 

Do Tadeusza Cymańskiego i innych ojców

W „Wirtualnej Polsce” przeczytałem, iż Polityk Tadeusz Cymański powiedział, „że córka ma prawo brać udział w protestach. Cymański podkreślił, że nie zgadza się z jej poglądami, ale nie ma zamiaru przekonywać jej do swoich racji. - Rodzina jest w tej sprawie podzielona. […] Magdalena ma swoje poglądy i co mi do tego… Akceptuję ją taką, jaka jest i tyle, każdy może mieć swoje poglądy. Nie popieram córki biorącej udział w proteście, ale nie będę jej nawracał”.

Wszyscy w Polsce muszą sobie szybko postawić pytanie, czy należy „nawracać”, lepiej powiedzieć uświadamiać pokolenie, które wyszło na ulice przed grożącymi mu niebezpieczeństwami.

Niedawno próbowano w Polsce pociągnąć społeczeństwo w „obronie konstytucji”. Wystąpił Komitet Obrony Demokracji, następnie w obronie dotychczasowej formy funkcjonowania sądownictwa, w obronie uprawnień emerytowanych funkcjonariuszy służ specjalnych, w ochronie zwierząt, a szczególnie LGBT i te wszystkie inicjatywy nie znalazły wielu zwolenników. Sądzę, że zbierając z nich doświadczenia te same siły po przegrupowaniach personalnych zastosowały nową taktykę. Wykorzystano młodzież, a szczególnie jej lęki i brak wiedzy o funkcjonowaniu społeczeństwa. Wykorzystano również to, że nowe pokolenie nie doznaje zagrożeń zewnętrznych więc wywołano sztucznie lęk wewnętrzny przed tym, że prawie każda kobieta będzie musiała urodzić dziecko niepełnosprawne i poświęcić się jego wychowaniu porzucając karierę zawodową.

Kariera ta okazuje się jest największą wartością dla młodego pokolenia Polaków, większą niż wolność i zdrowie. Młodzież najbardziej martwi się o to, że nie będzie mogła osiągnąć różnych sukcesów, a w tym może przeszkadzać ciąża i urodzenie dziecka. Ten skutek małżeństwa nie jest oceniany jako osiągnięcie szczęścia, co już jest skutkiem ideologii LGBT.

Drugi ważny element to przekora wieku młodzieńczego, która gdy stwierdza, że świat urządzony przez dorosłych-rodziców nie jest doskonały, chce koniecznie wszystko zmienić zaczynając od opozycji i burzenia, nie mając własnych planów na przyszłość. „Coś” zbudujemy nowego, ale najpierw musimy zniszczyć to co „stare i konserwatywne”.

Ta bardzo uproszczona diagnoza jest przyczynkiem do stwierdzenia, że to przyniosło duży skutek. Widzieliśmy dziesiątki tysięcy (podobno w całej Polsce było 1,5 mln) młodzieży, która skrzyknęła się w Internecie, aby protestować przeciwko niebezpiecznemu dla nich prawu i rozpocząć rewolucyjną zmianę społeczną. 

Myślimy, że jest ich niewielu, aby cokolwiek zmienić, ale celem mojej wypowiedzi jest to, aby podkreślić iż ujawniła się nowa rzeczywistość społeczna „wirtualny tłum” (virtual crowd). Ponieważ każdy tłum jest ślepy, liderzy stosując różne zabiegi potrafią go porwać, aby uzyskać określone przez siebie usługi. 

W tym wypadku jest to protestowanie według haseł wyznaczonych przez liderów, powtarzanie form i żądań. Sterowanie emocjonalne przez wykrzykiwanie przekleństw pobudza najniższe instynkty. A może w samochodach działały nadajniki promienia elektromagnetycznego, aby sterować zgromadzeniem (warto to sprawdzić), bo zbyt szybko osiągnięto sukces. Dochodzi do tego korzystanie z pomocy prywatnych środków masowego przekazu, m. in. telewizji, która nadaje odpowiednio spreparowane informacje, na określonych falach, które wywołują odpowiednie uczucia i następnie reakcje popierające jedne, a odrzucające drugie poglądy.  

Jeszcze większym niebezpieczeństwem jest to, że zgromadzenie młodzieży w jednym miejscu sprawia, iż ona uczy się propagować hasła przez powtarzanie i oklaski, przez co przyjmuje poglądy liderów za swoje. Doświadcza poczucia większości i siły młodych. Później wraca do swoich środowisk i popularyzuje hasła, a gdy napotyka na opór staje się jeszcze bardziej zaangażowana, zmieniając się w „agenta”, znajduje potwierdzenie tych poglądów – „słusznej sprawy” - w wybranych stacjach telewizyjnych lub w Internecie. 

Na teren Polski przez kilka tygodni rozlała się fala setek tysięcy bardzo zaciekłych wyznawców ideologii, której już się nie da łatwo wyciszyć. Polska straciła jedno pokolenie, które rozczula się nad losem zwierząt hodowlanych, a zupełnie nie rozumie cierpień dzieci zabijanych przez własne matki. Szerzej całe społeczeństwo wyobraża sobie cierpienie prowadzonych na ubój świń, kurcząt i krów, a nie rozumie cierpienia dziecka, które odczuwa, że matka domaga się aborcji. A właściwie dlaczego powtarzamy ten termin? Czyżby chodziło o jakieś szczególnie „małe” zabójstwo? (To jest inny problem).

Liderom tego ruchu udało się przedstawić walkę o legalne spełnianie  małego zła jako środka koniecznego do osiągnięcia w przyszłości wielkiego dobra – sukcesu, szczęścia w dobrobycie i w spokojnym życiu bez poświęceń.

Gdy to pokolenie będzie konsekwentne, to za 30. 40. lat zalegalizuje eutanazję rodziców, na których nie będzie chciało łożyć lub się nimi opiekować.

Tu jawi się inny problem moralności i uczciwości ludzi medycyny. Sądzę, że posłowie wnioskodawcy chcieli przejść ponad złą moralnością części tego środowiska oraz złego wychowania młodzieży i w prawny sposób zabezpieczyć życie dzieci podejrzewanych o chorobę przed urodzeniem.

Młodzież dziś wyjmuje cegiełkę z muru, który nazywa się „nie zabijaj!”. Jeszcze ze dwie cegiełki i on runie. Dlatego więc w interesie narodu i każdego rodzica i dziadka leży przekonanie młodych, że wolność może być stosowana tylko do dobrego. Społeczeństwo nie może się godzić na wolność złego, musi strzec tego, aby nawet nie dopuszczać myśli o czynieniu zła, aby nie przedstawiać sobie zła jako dobra w wychowaniu i kulturze. Czy ojciec może pozwolić na to, aby jego dziecko uważało, że zabijanie jest „czymś„ dobrym? Czy wypada, aby dziecko wychowane w rodzinie katolickiej i praktykującej zostało przez nią wypuszczone we własne dorosłe życie z taką wadą moralną? Z tą porażką nie moża się godzić aż do własnej śmierci. W demokracji nie można demonstrować swoich poglądów w sposób anarchistyczny.

Panie Tadeuszu, inny ojciec opowiedział mi o reakcji dwóch swoich synów, którzy poprosili go o wyjaśnienie istoty protestów, aby powiedział im jak należy się zachować. Zatelefonował do mnie, aby podzielić się tym, że młodzież nie ma podstawowej wiedzy o społeczeństwie. Musiał synom przypomnieć wiedzę o systemie prawnym państwa oraz o istocie nieszczęsnej „aborcji”. Na koniec podał przykład młodszego syna, o którym lekarze w czasie ciąży jego żony mówili iż młodszy syn na pewno urodzi się ze strasznymi wadami lub wcale nie będzie żył. Mama odkładała jednak decyzję, aż przetrwała kilkanaście miesięcy w szpitalu do urodzenia. Bardziej cierpiała nad tym, jak przyjmie to „zdeformowane dziecko” niż nad swoimi niedogodnościami. Młodszy syn urodził się zdrowy, bardzo zdrowy i zdolny, a starszy brat twierdzi, że on dziś bardziej kocha matkę niż on. Dlaczego, może właśnie dlatego. Dopiero teraz usłyszeli o sobie od rodziców i było to najważniejszym argumentem w ukształtowaniu ich postaw.

Wiem, że jednym przykładem nie można odpowiedzieć na wątpliwości tysięcy młodych. Jednak manipulacja Marty Lempart polega na tym, że straszy się koniecznością urodzenia każdego dziecka chorego a kusi wywalczeniem możliwości wolnego wyboru o urodzeniu każdego dziecka zarówno zdrowego jak i chorego. Wywołano panikę, ale i wyznaczono części młodzieży nowy cel działania na ten czas, aby wyzwolić się spod izolacji. Łatwo wywołano panikę zagrożenia dobrobytu i wygody, egoizm społeczny.

Trudniej będzie go opanować i mówić o poświęceniu i służbie społeczeństwu. Teraz to jest m. in. rolą każdego rodzica dla zahamowania tej rewolucji. W Polsce nie musi być jak na Zachodzie.

Ks. Zdzisław Kropidłowski

 Rekolekcje

W Pałacu Lubostroń zwiedzaliśmy okolicę i poznawaliśmy początki państwa polskiego

W Dolinie  Chochołowskiej wspominając Świętego

Cztery razy byliśmy w Pieninach w schronisku "Trzy Korony"

Trzy razy przebywaliśmy w Hebdowie, w dawnym klasztorze norbertanów